Zbigniew Hołdys w 1984 roku miał już ugruntowaną pozycję. Zdążył założyć Perfect, wydać dwa znakomite albumy pełne hitów ('Perfect' i 'Unu') i stać się guru zbuntowanej młodzieży. Został także przez znaczą część publiki znienawidzony, po tym jak niespodziewanie zawiesił w 1983 roku działalność zespołu, tłumacząc się złym podejściem kolegów do wykonywanej pracy i zmęczeniem materiału. Muzyk znany był jednak ze swoich wygórowanych ambicji, które wykraczały poza Perfect, a dotyczyły nie tylko podboju zachodniego rynku muzycznego (o tym innym razem), ale stworzenia unikalnego projektu w kraju. A był nim I-Ching, co oznacza Księgę Przemian.
Hołdys za pracę nad projektem wziął się jeszcze za czasów trwania Perfectu, bo w grudniu 1892 roku, kiedy to zespół miał kilkutygodniową przerwę od koncertów. Ostatecznie nagrywanie zakończyło się jednak dopiero dziesięć miesięcy później, a album ujrzał światło dzienne w 1984 roku.
![]() |
| rockfotoarchiwum.art.pl |
Był to projekt niezwykły nie tylko ze względu na intrygujący temat przewodni, ale również ze względu na zaproszonych muzyków. Hołdys skompletował chyba najbardziej gwiazdorski skład w dziejach polskiego rocka. W nagrywaniu materiału wzięło udział aż czternastu (!) muzyków. I to jakich. Na basie zagrali Janusz Niekrasz z TSA, Andrzej Nowicki z Perfectu oraz Jerzy Kawalec z Klanu. Bębnili Piotr Szkudelski (Perfect), Paweł Markowski (Maanam), Wojciech Morawski (Breakout, Porter Band), a gitary obsługiwali Hołdys, Wojciech Waglewski (Osjan, później Voo Voo), Andrzej Nowak (TSA), Andrzej Urny (Perfect), Andrzej Kleszczewski (Maryla Rodowicz), Mirosław Rzepa (wówczas debiutant, później chociażby Cree). Warto również wspomnieć, że dwa utwory zaśpiewała Martyna Jakubowska, a na harmonijce zagrał Tadeusz Trzciński z Breakoutu.
Pomimo tylu obecności tylu znakomitych muzyków, Hołdys rzadko tasował składem. Większość utworów zagrał i zaśpiewał on sam, a towarzyszyli mu najczęściej Waglewski, Morawski i Nowicki (później zresztą powstała z tego grupa MWNH). Hołdys tłumaczył jednak, że "nikt nie prosił o solówkę", a album miał lśnić jako całość. Poniekąd to się udało, ale myślę, że gdyby główny pomysłodawca projektu dał się bardziej wykazać innym, to otrzymalibyśmy jeszcze ciekawsze rezultaty.
To tyle o personaliach, a jak wygląda sprawa najistotniejsza, czyli muzyka? Na samym początku trzeba zaznaczyć, że nie są to przyjemne, proste do przyswojenia utwory. Hołdys chciał odejść od strice komercyjnego, melodyjnego grania i trochę poeksperymentować. I doskonale to słychać, bo na płycie pojawiają się chociażby dialogi po francusku ('Miss propagandis'), wymyślony język ('Milo') czy mandolina (znakomita partia Waglewskiego w 'Wojnie chudych z grubymi'). Kompozycje najczęściej opierają się na jednym hipnotyzującym temacie, który wprowadza w specyficzny klimat, a który udało się utrzymać niemal na całym I-Chingu. Odstępstwami od normy są właściwie tylko trzy utwory - 'Człowiek mafii' (typowo rockowy numer z znakomitą solówą Andrzeja Nowaka) i zaśpiewane przez Martynę Jakubowicz bluesowy utwór 'Słuchaj, man' oraz przyjemna dla ucha ballada 'Kołysanka dla misiaków' (tym razem popis na gitarze Waglewskiego). Co ciekawe na tym albumie po raz pierwszy głos do mikrofonu wydał z siebie Wojciech Waglewski. Gitarzysta zachęcony przez Hołdysa, realizatora dźwięku Wojciecha Przybylskiego oraz... Marka Piekarczyka (tak, również tam był! Niestety nie zaśpiewał w żadnym utworze) wykonał "Ja Płonę" oraz "Milo". I wyszło to na dobre nie tylko owym utworom, ale i... całemu polskiemu rockowi. Bo przecież Waglewski założył niedługo później Voo Voo i do teraz udziela się wokalnie.
Niezwykle istotny aspektem, którego nie można pominąć, są teksty Bogdana Olewicza (napisał dziesięć z trzynastu). Tak naprawdę to on, zafascynowany religią Dalekiego Wschodu, nakłonił Hołdysa, by wziął się za ten projekt. Już tytułowy utwór I-Chingu nawiązuje do Księgi Przemian. Nazywa się on 'Heksagram sześćdziesiąty piąty' (naprawdę jest ich o jeden mniej). Hołdys śpiewa: Nie siadaj sam, by stworzyć to co siłę da/ nie czytaj słów, one zabiją smak/ powoli jedz, nie pij do dna, nie siadaj sam/ i nie bądź jak odkurzacz, co tylko ssie by ssać. Cała warstwa tekstowa jest utrzymana w stylistyce filozoficzno-moralnej, z wieloma nawiązaniami do ówczesnych czasów, jak i życiowych prawd. Absolutny majstersztyk Olewicza.
I-Ching to projekt unikatowy w skali naszego kraju (a może i nie tylko?). Już nie zdarzyło się, by tylu wspaniałych muzyków u szczytu swych możliwości spotkało się w jednym miejscu i nagrało tak znakomity materiał. Hołdys to była chyba jedyna osoba, która mogła pokierować takim przedsięwzięciem. I co z tego, że w późniejszych latach rozmieniał się na drobne, jak napisał najlepsze albumy w historii polskiego rocka. Hołdys guru - to bynajmniej nie żart ani przesada. Wystarczy posłuchać...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz